Jak pozbyć się telemarketera w 5 krokach

Jak pozbyć się telemarketera w 5 krokach

Każdy z nas wcześniej czy później spotka się z jakimś nachalnym telemarketerem czy też natrętnym telefonicznym handlowcem. Na każdym kroku chcą nam wcisnąć nowe super oferty kredytów, ubezpieczeń czy też garnków. jesteśmy traktowani jak bezmyślne zwierzęta dojne, które nie znają swoich potrzeb i nie wiedzą, że muszą mieć koniecznie kołdrę z wełny himalajskiego stwora. A żeby tego było mało, nie mogą przecież tej kołdry kupić ot tak po prostu za 7000,00 złotych. O nie, to za proste, jak tak, można wyciągnąć po prostu pieniądze z portfela i kupić? Taką wełnę z tych futrzanych azjatyckich stworzeń można nabyć tylko na pokazie w hotelu oddalonym o 350 kilometrów. A za fatygę dostanie się super gratis chiński termos. Dzwonią więc do nas o każdej porze dnia i nocy wciskając nam wszystko co popadnie i okazują wielkie oburzenie, gdy odpowiada im się "nie jestem zainteresowany". Bo jak to tak można nie być zainteresowanym super kociołkami od Pana Filipa z funkcją budzika, indukcjo-friendly garnków w kolorze amarantowym. Skoro więc mówienie "nie jestem zainteresowany" sprawia, że bolą ich uszy, mamy dla Państwa krótki poradnik jak poradzić sobie z telemarketerami w inny sposób.

1. Z komornikiem na karku

To mój ulubiony typ telemarketerów, można z nimi prowadzić ciekawą rozmowę. Gdy dzwoni do mnie telemarketer z jakiegoś banku, instytucji parabankowej czy innych internetowych pożyczkodawców i przedstawia mi ofertę kredytu, już wiem, że to będzie mój miły dzień. Po wysłuchaniu wstępnej oferty zawsze mówię:

- Super się składa, z nieba mi pan spadł panie kochany. Właśnie wyszedł ode mnie komornik bo nie spłacałem Providenta. Zabrał telewizor i odkurzacz. Ciśnie mnie strasznie bo nie spłaciłem ani złotówki. To ja bym sobie wziął ten kredycik od was, spłaciłbym nim starego komornika i miałbym tak z rok spokoju zanim wy naślecie na mnie kolejnego.

W słuchawce zawsze w takim momencie jest konsternacja. Z jednej strony telemarketer banku może złapać klienta, wyrobić normę i dostać prowizję od sprzedaży. Z drugiej strony telemarketer bankowy zdaje sobie sprawę, że mogę nie przejść przez weryfikację i nie dostanę kredytu a jego prowizja zniknie z konta handlowego. Czy mi poświęcić 15 minut czasu na wypełnianie wniosku? Przecież w tym czasie można zadzwonić do innego potencjalnego kredytobiorcy. Nam nie pozostaje nic innego jak naciskać telemarketera. Raz nawet usłyszałem z jego strony to magiczne "nie jestem zainteresowany". Tak fajnie się role odwracają, że nagle to on chce skończyć z nami rozmowę jak najszybciej.

2. Transakcja wiązana

To również jeden z moich ulubionych sposobów na telemarketerów. W życiu nie ma nic za darmo i należy korzystać z każdej okazji do sprzedaży swoich produktów. Tak też myślą przedstawiciele handlowi i ich językiem należy rozmawiać. A to oznacza początek zabawy. Gdy dzwoni telemarketer, chcąc nam sprzedać powiedzmy garnki znanej firmy, wcielmy się w rolę sprzedaży ubezpieczeń. Niech to drapieżnik stanie się teraz ofiarą. To nie jest prosty krok, gdyż wymaga wiedzy o produktach ubezpieczeniowych i technik sprzedaży. Ja mam o tyle łatwiej, że pracowałem lata temu dla firmy z lwem w logo wciskając ludziom ubezpieczenia na życie i OFE. A zabawa z telemarketerem polega na tym, że gdy on nam mówi o garnkach my go przekonujemy, że powinien kupić sobie ubezpieczenie.

-A pan ma te garnki? Widzi pan, bardzo dużo pożarów wybucha właśnie podczas gotowania. Polecam więc panu nasze świetne ubezpieczenie od pożarów. Dodatkowo, w ramach pakietu mogę zaoferować panu także ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków. Rozumiem, że utrzymuje pan rodzinę z pracy prowizyjnej. Czy myślał pan co się stanie z rodziną i standardem życia gdy podczas gotowania poparzy pan ręce i ucho? Nie będzie pan mógł wykonywać obowiązków w pracy. Co wtedy z lekcją muzyki córeczki i treningami piłkarskimi syna? Możemy zaoferować panu najbardziej korzystne i indywidualne warunki ubezpieczenia, proszę tylko potwierdzić jak pan ma na imię, nazwisko i potrzebuję numer PESEL w celu przygotowania oferty.

Najczęściej po takim słowotoku agenta ubezpieczeniowego mamy z głowy telemarketera. Jeśli jednak jest twardy i w swoim zawodowym profesjonaliści trwa nadal, można ciągnąć dalej rozmowę i na jego jedno zdanie odpowiedzieć dziesięć swoich zdań. Najczęściej jednak telemarketer odpuszcza na wstępie i nie wysłucha nawet nas do końca.

3. Inspektor danych osobowych we własnej osobie

To akurat jest najszybszy krok i najczęściej nawet nie zdążymy pożegnać się z telemarketerem. Gdy dzwoni nam telefon, odbieramy go. Słyszymy w słuchawce jak przedstawia nam się telemarketer. Więc kultura wymaga abyśmy też się przedstawili, mówimy "Jakub Goldberg, Inspektor Ochrony Danych Osobowych. W czym mogę pomóc?" i najczęściej po tych słowach słyszymy w słuchawce nic innego jak sygnał rozłączonej wiadomości. Co więcej, takie zagranie może sprawić, że nie zadzwonią już do nas a nasz numer trafi na ich "czarną listę telemarketingową". I to wszystko w maksymalnie 10 sekund. Prawda, że warto? Nic tak nie działa na telemarketerów jak Inspektor Danych Osobowych i możliwość nałożenia wielkich kar za bezprawne wykorzystanie naszych danych. A proszę mi wierzyć, większość telemarketerów ma coś za uszami.

4. Proszę chwileczkę poczekać

Kolejny prosty sposób na telemarketerów. Może nie jest bardzo szybki, bo jego czas zależy od upartości telemarketera, ale nie wymaga od nas dużego słowotoku. Gdy dzwoni do nas telemarketer z nową super ofertą niezbędnych nam rzeczy, możemy śmiało odebrać. Po wysłuchaniu wstępu do rozmowy przekażmy telemarketerowi "proszę na sekundkę zaczekać, muszę odpisać na wiadomość, to potrwa sekundkę" i odkładamy telefon na bok zajmując się swoimi rzeczami. Telemarketer cierpliwie czeka. Czeka trzydzieści sekund, minutę, dwie, aż zaczyna się niecierpliwić. Można podnieść z biurka telefon i przekazać "jeszcze sekundkę proszę" i robić swoje dalej.

Dlaczego uwielbiam ten sposób? Potrafi na kilka, kilkanaście minut zająć telemarketera. W tym czasie siedzi cicho na słuchawce i co najważniejsze - w tym czasie nie męczy i nie dręczy innych osób. Zajmując go na 10 minut ciszą sprawiamy, że nie będzie dręczył w tym czasie 10 kolejnych osób. Taka świadomość jest cudowna. Dodatkowo, świadomość, że to my teraz marnujemy czas telemarketera tak jak oni marnują nasz czas czasami wiele razy w ciągu dnia.

5. W małżeństwie nie jest lekko

I kolejny pomysł, który przypadł mi do gustu. Jak wiadomo, w każdym małżeństwie to mężczyzna jest głową ale kobieta jest szyją, która tą głową kręci. Dlatego gdy dzwoni do mnie telemarketer z nową super ofertą niesamowitej kołdry ze skubanych baranów to mam na to jeden dialog. Po odebraniu słuchawki i wysłuchaniu wstępnej oferty zaproszenia na pokaz tej cudownej pościeli, odpowiadam co następuje:

- Panie, ja takich rzeczy nie mogę sam umawiać. Niech sobie pan wyobrazi, że wczoraj miałem iść kupić kajzerki. Polazłem do tej sieciówki z robalem i kupiłem bułeczki. w domu okazały się że nie miały być pszenne tylko wieloziarniste i posypane jakimiś słonecznikami. Dodatkowo nie w robalu a w Lidlu bo w robalu pracuje ta Maryśka, co ostatnio powiedziała, że moja ma starą torebkę niepasującą do tej apaszki co jej ostatnio kupiłem. Zresztą z tą apaszką też dałem ciała bo to też nie taka modna. Więc panie, pan chce abym takie decyzje podejmował?

Takie słowa to jak wiatr w żagle telemarketera. Jeśli potrafi zachować powagę to zapyta, czy małżonka jest w domu, aby to z nią mógł obgadać tą cudowną ofertę, więc ja nadal:

- Panie, no chyba pan żartuje, zaś bym miał głowę trutą, że nawet nic przez telefon nie potrafię załatwić. Ostatnio jak prąd nam wyłączyli to kazała mi dzwonić do energetyki. To ja dzwonię i mówię, że prądu nie ma, oni mi tłumaczą, że jest awaria. No a moja na mnie z pyskiem, że nawet prądu przez telefon nie potrafię załatwić. Panie, nie dam panu jej do telefonu bo zaś mi będzie głowę truła, że nie potrafię o kołdrach gadać. Ze mną pan gadaj, ale wie pan, ja decyzji nie podejmę.

No i telemarketer jest w kropce. Albo odpuści albo ciągniemy dalej. Wybór należy tylko do niego i co z nią zrobi to wpłynie na to ile czasu zmarnuje. A jak zmarnuje więcej czasu, to ja będę bardziej szczęśliwy.

Podsumowanie

Bawić z telemarketerami można się zawsze i wszędzie. Jednak ze względów bezpieczeństwa polecamy sprawdzić numer zanim go odbierzemy. Gdy odbieramy nieznane numery często dostaniemy etykietę "odbiera nieznane" i trafimy do wora bardzo cennych numerów, do których telemarketerzy mogą się dodzwonić. A to sprawi, że już nie opędzimy się od niechcianych połączeń. Dlatego zawsze sprawdzajmy numer zanim go odbierzemy. A jak już odbierzemy, to nic nie szkodzi aby trochę pobawić się z telemarketerami. Oni traktują nas jak zwierzynę, my potraktujmy ich jak fokę w ZOO rąbiącą fikołki aby otrzymać śledzia. Miłej zabawy. Tekst oczywiście humorystyczny, nie powinien być brany za poradnik ani nie ma na celu obrażania nikogo. Autor tekstu, Jakub Goldberg, zarządzający serwisem ktoto.info - wyszukiwarką nieznanych numerów. Od lat zajmuje się analizowaniem telemarketingu i sprzedaży telefonicznej pod względem organizacyjnym i prawnym.